Blog > Komentarze do wpisu
Znikąd nadziei

Rzecz się stała w Polszcze niesłychana! W wyborach jeden pan pokonał drugiego pana. Tak by można skwitować niedawny wynik wyborów w PSL. Ich wynikiem był zaskoczony i sam pretendent Piechociński, i pan Waldemar oraz sami elektorzy. Zdziwienia nie kryła też cała nasza klasa polityczna. A to pandemonium polityczne zaskoczyło też koalicjanta, bo Tusk Donald pogratulował wyboru Piechocińskiemu z pewnym ociąganiem.

Bo z demokracją w III RP jest tak, jakby powiedziała babka Pawlakowa (ta z filmu „Sami swoi"!): demokracja demokracją, a racja musi być po naszej stronie!

Ta konfuzja demokratyczna ukazuje w jaskrawym świetle co my tu właściwie mamy.

Nieszczęsny pan Waldek zaraz się do dymisji podał z rządowych posad, a po namyśle niejakim zaczął krytykować rząd, w którym był niedawno i ogłosił, że wycofuje się z polityki i udaje się na odosobnienie do Żyrardowa (niczym Marszałek, tyle że kierunek przeciwny...).

Jeśli przypomnimy sobie jak wyglądała podobna sytuacja w takich Stanach Zjednoczonych za pierwszej elekcji Obamy, kiedy to najpierw startował z pozycji outsidera wyprzedany przez senator Clinton, to zobaczymy różnicę w pojmowaniu demokracji i standardów życia politycznego w USA i tej made in III RP. Tam po wybraniu Obamy na kandydata demokratów, senator Clinton, mimo że pokonana w prawyborach, włączyła się do kampanii Obamy wraz z mężem. U nas taka sytuacja była by nie do pomyślenia: albo by się ktoś obraził, albo stworzył frakcję przeciwników, albo odszedł był z partii i założył swoją – co jest najczęściej praktykowane. Święta wojna!

Partyjniactwo w III RP polega na tym, że lider jest jeden i prawie dożywotni, jeśli wcześniej sam nie zrezygnuje. Walka wewnątrz partii to jest krwawa jatka, a partyjny samiec alfa systematycznie eliminuje młode wilczki ze stada, lub starych, ale wciąż groźnych konkurentów. Tak było i w partii Pe Zero (PO), SLD, w PiS-ssie. Przypomina to egzotyczne satrapie.

Tylko PSL wyłamał się z tej tradycji, ale wypadki powyborcze, mimo przyjaznych deklaracji Piechocińskiego, potwierdziły regułę: pokiereszowany pan Waldek wziął był się i odął, bo krzywda mu się stała.

U nas jest tak dziwnie, że Miller Leszek jest znów nową twarzą po stronie lewicy i ma tchnąć w nią powiew młodości i świeżości...

Ustawa o finansowaniu partii politycznych skutecznie zabetonowała scenę polityczną, nowe partie bez stabilnych źródeł finansowania praktycznie nie mają szans (no, chyba że ktoś, niczym prezes Palikot, dorobił się na propinacji gorzałki), a narybek partyjny jest coraz gorszego sortu jak to niedawno skonstatowała nawet taka apologetka polityków jak pani redaktor Paradowska. No bo co dobrego może być z posła Hofmana, skoro już za młodu, jak to przyznał prezes Kaczyński, chłopiec ów dla kariery gotów sypiać na wycieraczce Prezesa, dobrze choć, że razem z kotem. Zawsze to cieplej i przed reumatyzmem chroni...

Życie partyjne tu u nas niczym Dzikie Pola wciąż wojny, podjazdy i potyczki. Nic więc dziwnego, że Brunon K. chciałby wysadzać sejm, reżyser Braun (nie znam) postuluje wystrzelać dziennikarską brać. I nawet chyba sam Pan Prezydent dobrze się czuję w takiej atmosferze, bo co i rusz zagaduje coś o Indianach.

Stonowania atmosfery pragnęli nasi księża ukochani postulując maturę z religii, ale jak dobrze poczytać, to Stary Testament jest  historią nieustannych wojen w Ziemi Obiecanej, Jezus też coś o mieczach wspomina, więc znikąd nadziei...

Więc jeśli towarzystwo polityków samo się nie wytłucze, to pewno czekają nas obrazki niczym ze zjazdów nieboszczki KPZR, kiedy to do uczestników apelowano: - kto może, niech sam wstanie, bo teraz będziemy wnosić prezydium...

 

wtorek, 27 listopada 2012, bogoria11

Polecane wpisy