Blog > Komentarze do wpisu
Histeryczna karta nadal w grze

Wielki Sternik Jarosław Kaczyński poczuł był się na siłach, bo nawet nie pooglądawszy filmu „Pokłosie ”zdecydował się wystawić mu ocenę. I wstawił "nie jest tak, że działania grupki - stwierdzono, że to było ok. 40 osób, w większości karanych kryminalistów - mogą być w jakikolwiek sposób przypisywane Polsce i Polakom". I dodał: - Czymś zupełnie niesłychanym jest, że to jest finansowane przez polskie państwo. To jest niebywała zupełnie rzecz, żeby tego rodzaju działanie, które szkodzi Polsce i szkodzi każdemu Polakowi - także temu, kto się z głupoty się w to angażuje, co nas degraduje w świecie - jest finansowane z Państwowego Instytutu Filmowego - zaznaczył.

Myślę, że owa recenzja Wielkiego Krytyka Jarosława była inspirowana wypowiedzią Czesława Bieleckiego, ale jeśli Bielecki, z uwagi na swoje pochodzenie i doświadczenie, mógł swoiście skrytykować film ( i go widział), to jednak też zauważa, że w naszej historii są chwile wielkie i niepiękne. Jarosław nawet nie dopuszcza takiej możliwości, ba!, On uznaje, że wszelkie pokazywanie ciemnych stron historii godzi w naród, bo go zniesławia.

Najwyraźniej Wielki Strateg nie dorósł zwyczajnie do tego, by zmierzyć się z naszą historią, i uznał za stosowne wzmocnić tę stronę społeczeństwa, które obstaje za tym, że żadnego pogromu w Jedwabnem nie było, a jeśli był, to prawda jest złożona, i jak chce tego Bielecki „ zapomina się o ponurych porachunkach polsko-żydowskich z lat 40. i 50., o Żydach i żydowskich komunistach, którzy z radością witali wchodzącą Armię Czerwoną, którzy donosili na Polaków, których potem wywożono na Wschód, i nie były to dziesiątki, a setki ludzi. Czyli odpłacono Żydom za ich niegodziwości. Oczywiście, że miały miejsce takie przypadki,ale był to margines. Żydzi, naród handlu, interesów, kupiectwa już przed wojną w większości z wrogością i niepokojem patrzyli na Sowietów, a po ich wkroczeniu stracili sklepy, warsztaty, sami stali się ofiarami komunistycznych prześladowań. I nie witali okupanta radośnie. Z drugiej zaś strony część polskiego społeczeństwa, po wkroczeniu Niemców na terytoria zajęte przez Sowietów, wystawiała bramy triumfalne i witała hitlerowców kwiatami. Bielecki zapomina, że udział Żydów w polskim UB to było około 5 do 10 procent. Reszta aparatu to był zdrowy polski korzeń, nasza krew, i nie tam jacyś komuniści, bo PPR w tych latach liczyła raptem 10 tys. członków. Siepaczami Polaków byli sami Polacy. To nie Żydzi rozgrabili ruiny Warszawy, zanim jeszcze weszły do miasta Armia Czerwona i WP, tylko ludzie nawet z dalekich okolic. Mieszkańcy Brzezinki nie po to kupowali od Niemców popioły krematoryjne, żeby nimi użyźniać ziemię, tylko po to by całymi rodzinami przesiewać prochy w poszukiwaniu złota. Jest oczywiste, że do tego zdziczenia przyczyniło się okrucieństwo wojny, ale i było to pokłosie przedwojennej endeckiej propagandy, podsycane przez Kościół katolicki, o co oskarżała kler nawet tak bliska kościołowi działaczka jak Zofia Kossak Szczucka.

Jeśli mówi się o Żydach-komunistach po wojnie, to jakoś nikt nie wspomina generale Jakubie Parwinie (nota bene opiekunie i wychowawcy Daniela Passenta), pierwszym wojewodzie olsztyńskim, który ukrócił prześladowania autochtonów i sowieckie rabunki. W Olsztynie w tym okresie znalazła schronienie m.in. wdowa po generale Stefanie Roweckim. Parwin i potem dobrze się przysłużył Polsce ratując w Berlinie zagrabione dzieła kultury i sztuki.

Więc nie byli to tylko ponurzy zbrodniarze typu Fejgin, Różański czy Światło, ale ludzie szlachetni, oddani Polsce, z jakiegoś powodu przemilczani i zapomniani, bo nie pasowali do zatwierdzonej układanki.

Dlaczego więc po tylu latach historia stosunków polsko-żydowskich nadal rozpala tak ogromne emocje? Być może dlatego, że jak pisał Gombrowicz (i za to go pewnie nie lubi Roman Giertych) jesteśmy niedojrzali jako naród, nie umiemy spojrzeć chłodnym, obiektywnym okiem na naszą historię, ale jako społeczeństwo zakompleksione, wszelką krytykę traktujemy jako atak, szarganie dobrego imienia, ujmę na honorze. Jest to też wina naszej zmistyfikowanej, zakłamanej historii jaką przedstawiano nam w PRL-u, i jaką urabiano wedle partyjnych mód i preferencji już po 1989 r. No i jak widać po ostatnim wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego historyczna karta nadal jest w grze...

piątek, 16 listopada 2012, bogoria11

Polecane wpisy